piątek, 31 października 2014

Rozdział 6

Miałam przy sobie dwóch najważniejszych chłopaków w moim życiu. No właśnie dwóch…

Atmosfera stała się niezręczna. Widziałam też że obaj nie są zadowoleni swoją obecnością. Justin po chwili wyszedł z pokoju na balkon. Wytłumaczyłam Mattowi dlaczego Justin tu jest. Powiedział ze nic się nie stało, ale jego mina mówiła co innego. Ponownie mnie przytulił i odpłynęłam. Dlaczego gdy wszystko zaczęło się układać musiało mnie spotkać takie coś? I jeszcze ta sprawa z Jusem i Kate to też nie dawało mi spokoju. 
Zbliżała się 21 i żadnej wiadomości od taty. Kate nie mogła przyjechać, bo nocował u niej jej mały brat i nie mogła go zostawić samego w nocy. Justin wrócił z skwaszoną miną. Widać było ze nie podoba mu się moja postawa wobec Matta, ale najwyraźniej nie chciał mnie jeszcze bardzie rozżalać i niczego nie krytykował. Siedzieliśmy tak we trzech, w ciszy. Koło 21:20 przyjechała Elena, którą poinformował Matt. Jus zdziwiony wpuścił ją do środka przyszła do mnie i wyprosiła na chwile chłopaków. Nie chciałam żeby byli sami w osobnym pokoju i bałam się ze zaczną się kłócić, ale oni spokojnie wyszli. Wyżaliłam się z wszystkiego Elenie, nie tylko o wypadku, ale też o Justinie Mattcie i Kat. Wysłuchała mnie i uznała że rozwiązanie znajdziemy później, a teraz mam iść spać. Rzeczywiście byłam wyczerpana. Wzięłam szybki prysznic i Elena zaprowadziła mnie do sypialni. Słyszałam, jak chłopacy nie zgodzili się, żeby wrócili do siebie. Nie wiem co w końcu postanowili bo zasnęłam.

Po pięciu godzinach obudził mnie ojciec. Po jego twarzy nie mogłam nic wywnioskować. Nic nie mówił, ja też. Nie trwało to długo gdy zaczął płakać. To był już dla mnie znak że nie powiodło się, że straciłam brata i matkę. Był to dla mnie wielki cios. Słychać było, że wszyscy są jeszcze u mnie w domu. Przytuliłam ojca i wybiegłam na korytarz, gdzie był Jus. Spojrzałam na niego i sama nie wiem dlaczego przytuliłam go najmocniej jak tylko potrafiłam. Ze łzami w oczach powiedziałam mu, ze go przepraszam i poszłam poszukać Matta i Elenę. Czułam, że zraniłam Justina, ale ciągle mimo wszystko nie chciałam pogrążać Kate. Matt siedział w salonie. Gdy mnie zobaczył wiedział co robić. Zabrał mnie ze sobą do ogrodu. Mimo wczesnej godziny nie było zimno. Księżyc jeszcze świecił. Usiedliśmy na ławce. Powiedział że teraz nie będziemy rozmawiać i pozwolił mi się wtulić w swoje ramiona. Usłyszałam dźwięk odjeżdżającego samochodu. Byłam pewna ze to Justin. Płakałam przez pół godziny a Matthew głaskał mnie po policzkach, ocierając łzy. W końcu znów zasnęłam w jego objęciach. Zaniósł mnie do pokoju i położył się obok mnie. Obudziłam się dopiero o 10. On cały czas był ze mną. Nie budziłam go  W pewnym sensie mi przeszło. Tak naprawdę kochałam matkę, ale nie byłam z nią blisko więc chyba to sprawiło, że czułam się już lepiej. Nikogo nie było w kuchni myślałam, że wszyscy wrócili do siebie a ojciec pojechał do szpitala, więc wielkim zdziwieniem był dla mnie widok śpiącego Justina na kanapie w salonie. Tak na prawdę to był dla mnie szok, teraz zrozumiałam, że on tak szybko sobie nie odpuści. Obudziłam go delikatnie. 

-Możesz mi powiedzieć co ty tu jeszcze robisz? -powiedziałam spokojnie.
-Nie chciałem, żebyś pomyślała że cie zostawiłem... Wiem, że teraz jest ci trudno, ale ja tym bardziej nie zrezygnuje z ciebie...
-Nawet nie wiesz jak mi trudno. Nie ułatwiasz mi tego!

W tym momencie wszedł zaspany Matt. Można powiedzieć, że wręczy wywaliłam ich z domu, ale teraz nie miałam ochoty na rozterki. Przeprosiłam obu i zakluczyłam drzwi.
Zadzwoniła do mnie Kate. Poprosiłam żeby przyszła. Miała swoje klucze więc sama weszła. Zdziwiona zapytała się mnie co robią chłopaki pod moim domem. Zdziwiłam się i szybko wyszłam zobaczyć czy to prawda. Obaj siedzieli na schodach i rozmawiali... Pewnie o mnie... 

-Prosiłam was... Nie utrudniajcie mi tego... 

Chyba zrozumieli, że nie mam nastroju na rozmowę i przebywanie z nimi i odjechali. Ja wróciłam do Kat. Chciałam jej wszystko wytłumaczyć, ale ona uznała ze teraz ie ma sensu. 

Przez cały następny tydzień nie miałam ochoty na nic. Po prostu siedziałam z Kat w domu. Jus często przyjeżdżał, ale Kat go spławiała. Matt codziennie dzwonił, ale ja nie odbierałam. Nadszedł dzien pogrzebów. Wstałam niechętnie i ubrałam moją jedyną czarną sukienkę. Ojciec od kilku dni nocował u mnie by pozałatwiać wszystkie sprawy. Katherine też była ze mną. Dzień był słoneczny i ciepły. O 11 było już po wszystkim. Nie organizowaliśmy żadnego spotkania, mama nie lubiła ich. Ostatecznie pozegnałam brata i matkę.