sobota, 14 marca 2015

Rozdział 8

Nawet nie zauważyłam kiedy zrobiła się 1 rano. Po dobrych czterech godzinach tańczenia nie czułam zmęczenia, czułam się wyzwolona i szczęśliwa. Matt chyba widział, że jestem już z lekka pijana, wiec zabrał mnie na zewnątrz. Spytał się czy chce wrócić do domu. Zgodziłam się. Wróciliśmy, odstawił mnie pod drzwi uścisnął i poszedł do siebie. Weszłam do domu wzięłam szybki prysznic i przebrałam się, ale nie w piżamę. Pijana miałam inne plany. Udałam się do Matta. Był lekko zdziwiony widząc mnie przed swoimi drzwiami. Bez słowa złapałam go za ręce i pocałowałam. Chyba wyczuł o co mi chodziło, bo przesunął się ze mną do środka domu, kontynuując pocałunek. Ponowne poczułam ulgę. Mój brak bliskości z kimkolwiek zmniejszył się do zera. Nie byłam pewna co robię, ponieważ nie byłam przyzwyczajona do picia alkoholu. Atmosfera robiła się coraz bardziej, jakby to opisać namiętna. Dalej nie wypowiadając żadnego słowa widziałam że cały czas ma zdziwienie w oczach, ale nie przejmowałam się tym. Chciałam posunąć się dalej. Chciałam się mu oddać. Ale w tym momencie przypomniał mi się Justin. Wszystkie emocje opadły. Uświadomiłam sobie że robię coś wbrew sobie i nie pozwoliłam na nic większego. Matt był lekko rozczarowany, ale nic nie powiedział. Na noc zostałam u niego. Przez całą noc byłam w niego wtulona. Czułam jego zapach i bicie serca. Miałam dużo czasu na przemyślenia, ale jakoś nic z tego nie wyniosłam. Matt wyglądał tak cudownie, był dobrze zbudowany, więc w samych dresowych spodniach wyglądał jeszcze lepiej niż zwykle. Kto by pomyślał, że ja taka szara myszka, będę nocować u najfajniejszego faceta w naszym mieście? W tedy przyszło mi na myśl że go kocham. I znów przypomniał mi się Jus, bo o nim myślałam to samo. Jakiego ja muszę mieć pecha skoro przez te wszystkie lata nikt się mną nie interesował a teraz… W sumie nie umiem określić czy któregoś z nich kocham. Nie znam tego uczucia wiec jest to dla mnie kolejne wyzwanie, ale mimo wszystko myślę że dam radę. Teraz po śmierci mamy wszystko będzie inne, ale wierzę że poradzę sobie ze wszystkim.
Wstaliśmy koło 10. Nigdy nie wyobrażałam sobie jakie to przyjemne obudzić się u boku kogoś takiego. Widzieć jego uśmiech jako pierwszą rzecz po otworzeniu oczu. Odwzajemniłam uśmiech. Byłam szczęśliwa ze mimo jego opinii umiał się zachować i na nic nie nalegał.

-Jak się czujesz księżniczko? – spytał jeszcze lekko zaspany głosem
-Dobrze… chyba – w tym momencie przypomniało mi się ile wczoraj wypiłam.

Matt tylko się zaśmiał. Wstał i zaoferował mi śniadanie. Wyszedł a ja w tym czasie ubrałam się w swoje ciuchy. Spałam w jego koszulce. Chętnie bym ją zatrzymała.
Jedzenie przerwała nam Elena, która miała klucze do domu i szczęśliwa wparowała do kuchni. Jej uśmiech zniknął na moment gdy zobaczyła mnie. Podniosła brew i spojrzała na Matta. Nie trwało to długo gdy znów rozpromieniła się i spojrzała z powrotem na mnie.

-Ty już tutaj o tej godzinie? – spytała z lekką arogancją w głosie.
-Mogłabym się o to samo spytać ciebie – zaśmiałyśmy się.
-Ja tylko pilnuję żeby Matt nie głodował – znów zwróciła się do niego, ale on nic nie mówił.
-Dzisiaj sam sobie poradził.
-Właśnie widzę. Haha. A ty jak się czujesz po wczoraj? Widziałam że kiepsko się trzymałaś. Rozumiem że miałaś trudną noc – ponowie się zaśmiała.
-Jest ok. A w nocy miałam bardzo dobrego opiekuna – spojrzałam na Matta i lekko się zarumieniłam.

Wyraz jej twarzy był nie do opisania widać ze miała mieszane uczucia co do mojej odpowiedzi. A co jeśli sama się w nim podkochiwała? Ale przecież miała jakiegoś tam chłopaka, to znaczy wyglądało to jakby go miała. Ale w takim bądź razie nie chciałaby się ze mną zaprzyjaźnić. W pokoju nastała niezręczna cisza.  Matt dalej się nie odzywał i w spokoju zjadał kolejną kanapkę. Ja już wolałam się nie odzywać. W końcu Elena uznała że najwidoczniej dzisiaj nie jest mu potrzebna i wyszła z zniesmaczoną miną.

-Czy coś jest nie tak? Umówiłeś się z nią wcześniej? – spytałam Matta zanim zdążył coś powiedzieć.
-Nie no, Elena często przyjeżdża rano i zostaje do południa. Nie wiem dlaczego dzisiaj była taka i nie została.
-A co jeśli jest zazdrosna? – to nie było przemyślane pytanie.
-Elena? Haha o co by mogła być zazdrosna. Jest tylko moją przyjaciółką i często mi to uświadamia, więc szczerze w to wątpię.

Byłam trochę innego zdania. Strasznie dziwnie to wyglądało. Ale skoro on tak uważał to nie miałam się o co martwić. Skończyliśmy śniadanie i chciałam wrócić do domu. Pocałował mnie w drzwiach i puścił oczko na pożegnanie. Byłam strasznie podekscytowana. Ale tylko do czasu. Wszystko to widział Justin siedzący na schodach przed moimi drzwiami. Teraz czułam się niezręcznie, bo wiem jak to mogło z jego strony wyglądać – Matt mnie upił i zabrał na upojną noc do siebie jak inne. Nie chciałam mu się tłumaczyć od razu więc normalnie się przywitałam.

-Hej! Co ty tu robisz? – spytałam z uśmiechem.
- Chciałem pogadać. Czekam tu od pół godziny dzwoniłem do ciebie z dwadzieścia razy… - jego twarz była smutna.
-Przepraszam zostawiłam telefon w domu.
-A ty co robiłaś u niego – powiedział strasznie oschle – tak wcześnie?
-Yym… Byłam tam cały czas…
-Czyli jednak… - powiedział, wstał i chciał iść do auta.
 -Nie! Jak możesz tak myśleć! Poczekaj… Wejdź na chwile. Chciałeś pogadać tak?
-Teraz to już raczej nie ma sensu…
-Proszę cie. Źle to wszystko zrozumiałeś.


Spojrzał na mnie jakby miał się za chwile rozpłakać, ale nie posłuchał mnie i odjechał. Znów czułam się strasznie. Nie miałam powodu ale czułam wyrzuty sumienia. Wiem że Jus coś do mnie czuje, ale nadal trapiła mnie akcja z Kat no i teraz chyba jestem z Mattem. W sumie to nie wiem czy to już oficjalne. Nigdy nie byłam w związku, więc nie wiem jak to wygląda. I jednak dalej nie wiem co zrobić...