niedziela, 6 października 2013

Rodział 5


Ta chwila dla mnie trwała wieczność. Znów spojrzałam mu w oczy. Zaczerwieniłam się trochę. Staliśmy w ciszy, patrząc sobie w oczy. Nasz spokój przerwał dzwonek do drzwi. Zrobiło się lekko niezręcznie ale mi to nie przeszkadzało. Wyszliśmy z wody, usiadłam się na ławce, a Matt poszedł zobaczyć kto przyszedł.

-Mam nadzieje, ze nie przeszkadzamy? – powiedziała Elena.

-Nie. Wchodźcie, przecież sam was zaprosiłem.

-Czyżbyś nie był sam?

-Stella już tu jest.

Elena tylko się uśmiechnęła i skierowała w stronę tarasu. Za nią powędrowała reszta grupy. Usłyszałam ich głosy i zanim do mnie przyszli zdarzyłam się ubrać. (Nie chiałam, żeby  podziwiali mnie w stroju.). Bawiliśmy się świetnie. Mimo, iż nie lubię alkoholu, piłam wszystko co mi dali i dawało mi to wielką przyjemność. Kto by pomyślał, ja Stella Allen, zawsze grzeczna, narzekająca na takie imprezy sama zaczęłam an takie chodzić bez wyrzutów sumienia. Mama jeszcze nie wróciła od babci, więc nie martwiłam się że będę mieć w domu kazanie, Gdzie to ja byłam. Tańczyliśmy do upadłego. Było już ciemno. Mike i Sam rozpalali ognisko, a ja z Eleną przygotowywałyśmy jedzenie.

- Naprawdę musisz mu się podobać – powiedziała Elena – skoro zaprosił cię już wcześniej…

-Noooo… yyym…- nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.

- Nie denerwuj się. Tylko uważaj, bo pewne wiesz jaki on jest. Jest moim przyjacielem więc widziałam dużo takich przypadków. Ale jesteś pierwszą, o która się tak starał.

-Wiem… Tylko wiesz, ja jeszcze nie przywykłam do takich… Jakby to nazwać… Takiego towarzystwa. Wy jesteście szaleni, bawicie się kiedy tylko możecie. A ja jakoś od tego uciekałam.

- Wież mi, nie pożałujesz przyjaźni z nami – uśmiechnęła się i poszła z tacką z mięsem do chłopaków.

Wyszłam chwile po niej. Stanęłam w drzwiach i spojrzałam na Elenę. Widziałam jak patrzy na Matta. To nie był tylko przyjacielski wzrok jej oczy były takie szczęśliwe. Poczułam lekką zazdrość i miałam nadzieję że to mi się tylko przewidziało. Podeszłam do ogniska i usiadłam koło M. Dzień kończył się bardzo przyjemnie. Pomimo wypicia dużej ilości alkoholu nie czułam się źle.
Nawet Nie winem, jak trafiłam do domu, ale rano obudziłam się w moim łóżku. Bolała mnie głowa. „Trochę wczoraj przesadziłam”- pomyślałam, ale nie żałowałam tego. Spojrzałam na zegarek byłą 12:43. Sprawdziłam telefon: 3 nieodebrane od Mama, 2 wiadomości sms. Jedna wiadomości były od Kate, chciała ze mną pogadać. Odpisałam jej że może do mnie przyjść po 14. Zgodziła się. Wstałam, spojrzałam w lustro i uznałam ze wyglądam strasznie. Wzięłam prysznic, i przebrałam się. Poszłam do salonu i oddzwoniłam do mamy:


-Halo, cześć mamo, przepraszam, że nie odbierałam, ale spałam.

-Cześć kochanie. Jak można do tej godziny spać? No tak jak się nie śpi do rano to się nie dziwię.

-Mamo…

-Och już się nie denerwuj. Dzwoniłam żeby ci powiedzieć, że dzisiaj wracamy. Wyjeżdżamy po 14 więc koło 16 powinniśmy być w domu.

-Ooo, to super.

-Tak, tak, wiem że się nie cieszysz. Haha. Do zobaczenia, kocham cię pa.

-Pa.

Mama z Martinem dzisiaj wracają, trzeba by tu trochę posprzątać. Pozbierałam wszystkie papierki i opakowania po jedzeniu, poodkurzałam w salonie i pozmywałam wszystko w kuchni. Nim się spostrzegłam była już prawie 14. Kate była już pod drzwiami. Otworzyłam jej i an stałą cisza. Po chwili patrzenia na siebie powiedziałam:

-Wejdź, nie będziemy rozmawiać przez próg.

Katherine weszła i usiadła na sofie. Ja usiadłam obok niej.


-Przepraszam, że cię tak olałam i nie chciałam, żebyś została. Chciałam pobyć sama. –powiedziała, a ja miałam nadzieję, ze Justin nic więcej jej nie powiedział.

-Nic nie szkodzi rozu… - nie dokończyłam bo K mi przerwała.

-N-nie… nie musisz się nade mną użalać, przecież wiesz, że tego nie lubię.

-Wiem..

-Justin był wczoraj u mnie…- byłam, przerażona- powiedział mi, że widział cię z Mattem. Sama Nie winem czemu przyszedł z tym do mnie, po tym co zrobił, ale był bardzo zły… Czy ty.. Czy ty myślisz, że on coś do ciebie czuje? – Kat była bliska płaczu.

- Co? Nie! Przestań tak mówić. Nic między nami nie ma. Nie zrobiła bym ci tego. Zobaczysz on jeszcze cię przeprosi.

- Dziękuję - uśmiechnęła się- wiem ze mogę na tobie polegać. A o co chodziło z tym Mattem? To prawda?

-Coś ty, pewnie mu się przewidziało.

-To dobrze, bo dobrze wiemy jaki to chłopak. Po prostu na tej imprezie coś często stałaś z nimi, i myślałam że…

-Przestań. To wy jesteście moimi przyjaciółmi.

Później rozmawiałyśmy o dalszych planach na wakacje. Powiedziałam jej też że moja mama wraca. I gadałyśmy tak przez godzinę. Byłą już prawie 16, więc K uznała, że już pójdzie i zobaczymy się jutro. Pożegnałam ją i włączyłam TV. Leciał jakiś film, który kiedyś oglądałam, ale nie było nic ciekawszego. Minęła 16:30. Mamy z bratem nadal nie było. Uznałam, ze albo wstąpili do jakiegoś sklepu, albo po prostu później wyjechali. Było blisko 17 zrobiłam się głodna i zrobiłam sobie kanapkę. Napisał do mnie Matt: „Cześć mała, co u ciebie?” odpisałam, ze czekam aż wrócą, ale ogólnie nudzę się. Popisałam z nim chwilę. W sumie to ta chwila trwałą dobrą godzinę, nawet tego nie zauważyłam. Spojrzałam na godzinę w telefonie. Była 18:08. Próbowałam się do dzwonić do mamy, ale nie udało mi się. Pomyślałam, ze rozładował jej się telefon. Czekałam dalej.
Pół godziny później zadzwonił telefon, z nieznanego numeru:

-Tak słucham?

-Witam, czy to pani Stella Allen?

-Tak to ja…

-Dzwonię ze szpitala w Nerington, pani matka miała wypadek samochodowy. Jest teraz w ciężkim stanie. Za chwilę będzie miała operację.

-Co? Jak to! A co z moim bratem?

-Przepraszam, ale to nie jest rozmowa na telefon, czy jest możliwość, aby przyjechała pani do nas?

-Tak. Postaram się jak najszybciej Dotrzeć.

Rozłączyłam się. Chciało mi się płakać. Dlaczego nie mówiła nic o Martinie? Miałam na myśli najgorsze scenariusze. Po chwili uświadomiłam sobie, ze przecież nie mam auta i nie mam jak dojechać. Zapłakana nie wiedziałam do kogo mam się zwrócić. Zadzwoniłam do Matta, ale o nie odbierał. Napisałam w między czasie to Kate. Jedyną osobą, która bym mnie mgła jeszcze zawieźć jest… Justin. Nie zastanawiając się zadzwoniłam do niego i błagałam, żeby mnie tam zawiózł. On od razu się zgodził i po kilku minutach był po moim domem. Ja już stałam an chodniku. Wyszedł z auta i mocno mnie przytulił. Powiedziała, ze wszystko będzie dobrze i otworzył mi drzwi do samochodu. Podałam mu adres i po ok. piętnastu minutach byliśmy na miejscu. Wbiegłam szybko po schodach do recepcji. Chciałam informacji. Pielęgniarka kazała mi się uspokoić i poczekać, a ona pójdzie po doktora. Jus przyszedł i usiadł obok mnie oparłam głowę o jego ramię. Strasznie chciało mi się płakać. Siedzieliśmy w ciszy. Przyszedł lekarz.

-Pani Allen?

-Tak? Proszę mi powiedzieć co jest z moim bratem!

-Proszę się uspokoić, zapraszam do gabinetu.



-Teraz może mi pan w końcu powiedzieć?!

-Tak… Bardzo mi przykro, ale pani brat nie żyje. Podczas wypadku doznał zbyt wielu szkód i zmarł na miejscu.

-…

-Pani matka jest w stanie krytycznym, ale zrobimy wszystko, żeby ją uratować.

Płakałam. Nie potrafiłam nic powiedzieć. Wyszłam z gabinetu i  przytuliłam się do Justina. On bez słowa odwzajemnił uścisk. Staliśmy tak przez kilka minut.

- Stella… Wszystko słyszałem… Chcesz jechać do domu?

-J-ja… Nie wiem. N-nie chce być sama.

-Zabiorę cie stąd musisz się uspokoić. Gdy będzie dobrze z twoją matką, na pewno zadzwonią i tu wrócimy…

-Ok...

Wziął mnie pod ramię, i zaprowadził do auta. Jechaliśmy w ciszy. Ja patrzyłam w okno. Wiedziałam, ze muszę zadzwonić do kilku osób i o wszystkim powiedzieć, ale nie byłam w stanie. Podjechaliśmy pod dom. Justin zaprowadził mnie do domu.

-Zostać z tobą, czy po kogoś zadzwonić?

-Zostań… Ja.. Ja muszę zadzwonić to taty…

-Mogę zadzwonić, jeśli chcesz.

-Nie, sama to zrobię…

Podał mi telefon, wybrałam nr taty. Odebrał od razu. Nie pamiętam nawet co mu powiedziałam. Ojciec był przerażony. Pojechał od razu do szpitala, a mi kazał zostać w domu.  Powiedział też, że zadzwoni do reszty. Ja czułam się strasznie, mój brat, mój wścibski bart odszedł. Powoli uświadamiałam sobie że mogę stracić także matkę. Zadzwonił Mat, przepraszał, ze nie odebrał i pytał się co chciałam, najwyraźniej wyczuł po moim głosie ze coś się stało i powiedział, że zaraz będzie. Justin nie był zadowolony gdy zobaczył go pod drzwiami, tak samo jak Mat. Spojrzeli na siebie, żaden się nie odezwał. W końcu Jus powiedział mu o wszystkim co się stało. Matt gdy to słyszał szybko podszedł do mnie i przytulił mnie, po czym znów pocałował, czułam się bezpieczna. Miałam przy sobie dwóch najważniejszych chłopaków w moim życiu. No właśnie dwóch…




__________________________________________________________

Przepraszam, za tak długą przerwę, teraz postaram się dodawać częściej ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz