piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 7

Na pogrzebie podszedł do mnie Matt i był przez cały czas ze mną. Justin stał na uboczu. Ojciec został jeszcze z rodziną a Kat poprosiłam żeby wróciła choć na trochę do swojego domu. Matt zabrał mnie do siebie. Byłam zmarnowana. Potrzebowałam go teraz. Całą podróż nie odzywaliśmy się do siebie. W domu usiadłam na kanapę, a on objął mnie. Było to wspaniałe uczucie.

- Posłuchaj  - zaczęłam – przepraszam.
- Za co? – odpowiedział lekko zdziwiony.
- Starałeś się a ja to odrzuciłam…

Nic nie odpowiedział tylko pocałował mnie w czoło. Siedzieliśmy tak wtuleni chyba z godzinę. Uspokoiłam się. Tata wysłał mi wiadomość ze jest już w domu. Pożegnałam się z Mattem i wróciłam do siebie. W domu nie było jednak taty tylko Justin. Gdy spojrzał na mnie zaczęłam płakać. On się cały czas nie poddawał, przychodził chciał pomóc, a jego też odrzuciłam.
 W tedy poczułam że… Kocham ich obu? Sama tego nie zrozumiałam. Justina w sumie znałam dłużej. Chodziliśmy do tej samej szkoły, ale bliżej go poznałam gdy spotkaliśmy się na dworcu. Ja jechałam do ojca, a on do kolegi. Widział że nie daje rady z bagażem i pomógł mi. Znałam go tylko z widzenia, ale bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało. Jechaliśmy jednym pociągiem w to samo miejsce, czy to nie dziwne, ze dopiero teraz widzę co dla mnie znaczy. Nie chciałam się z nim wiązać ze względu na Kate a później poznałam Matta, który był odskocznią od mojego normalnego życia. Wiem że też się starał, zabierał na romantyczne randki, ale czy ja go w ogóle znam? Czy w ogóle pasujemy do siebie. Nie dawno przecież marudziłam na jego huczne imprezy…
Justin widział zakłopotanie w moich oczach. Bał się podejść. Chciałam z nim porozmawiać, ale nie mogłam wydać z siebie żadnego słowa. Wszystkie wydarzenia ostatniego miesiąca zwaliły mi się na głowę. Sama podeszłam do niego. Dotknęłam jego policzka i spojrzałam prosto w oczy, on się nie ruszał. Czułam, że zaraz zrobię coś strasznego, ale pokusa była zbyt wielka… Pocałowałam go…
Po raz kolejny poczułam jego usta. Wspaniałe uczucie, być tak blisko z…  Właściwie nie wiem kim on dla mnie w tedy był, ale było to cudowne. Chciałam żeby ta chwila trwała wieczność, jednak on odsunął się i spojrzał na mnie ze łzami w oczach, przytulił i wyszedł. Dopiero w tedy zrozumiałam co zrobiłam. Przecież tak naprawdę byłam z Mattem, może nie oficjalnie ale jednak. Wyszłam do ogrodu i z podkulonymi nogami usiadłam w hamaku. Sama nie wiedziałam o czym mam myśleć, do kogo zadzwonić. Tak bardzo chciałam opowiedzieć o tym Kate, ale ona go kocha i… I wszystko przestało grać. Problem za problemem. Myśl za myślą i coraz bardziej uświadamiałam sobie  jakiej jestem sytuacji, może się to wydawać śmiesznie, ale nie miałam żadnego poczucia winy.
Tata nie wrócił na noc, bo pojechał do babci. Pozwoliłam mu na to bo chciałam zostać sama. Próbowałam dodzwonić się do Jusa, ale nie odbierał. Poszłam do Matta ale nie było go w domu i nie odpisywał mi na sms-y. Napisałam wiec do Kate. Chciałam się spotkać na plaży, ale ona została z bratem i zaprosiła mnie do siebie, odmówiłam. Poszłam sama. Plaża o tej godzinie była pusta. Słońce zaczynało zachodzić. Chodziłam w kółko z brzegiem morza. Usiadłam na piasku i oglądałam znikające słonce. Usłyszałam jak ktoś woła moje imię. Odwróciłam się. Byłą to Elena. Podbiegłą i usiadła obok mnie.

- Szukałam cię. Byłam u twojej przyjaciółki i powiedziała mi gdzie jesteś.
- Coś się stało? – odpowiedziałam zdziwiona.
- Chcę cię gdzieś zabrać – powiedziała Elena i uśmiechnęła się.
- Wiesz, nie mam jakoś ochoty…


Nie pozwoliła mi dokończyć tylko złapała mnie za rękę i zaprowadziła do auta. Był tam już jeden z kolegów Matta. Próbowałam się dowiedzieć, gdzie mnie zabierają, ale nie chcieli nic powiedzieć. Szczerze powiedziawszy zapomniałam o problemach. Jechaliśmy z 10 minut. Zatrzymaliśmy się na parkingu w mieście. Zabrali mnie do klubu, na prawdę? Mnie, która nie lubi imprez. Strasznie się zdziwiłam, byłam zmęczona, ale nalegali. W środku balowało już dużo osób, w tłumie zobaczyłam Matta. Na nieszczęście przypomniało mi się co zrobiłam, ale starałam się to ukryć. Nic nie mówiąc zabrał mnie na parkiet. Nie spodziewałam się tego ale ulżyło mi. Szaleliśmy, piliśmy i wszyscy dobrze się bawili. Nie czułam już zmęczenia, sama chciałam jak najszybciej wracać do tańczenia. Głośna muzyka dawała mi ukojenie, tak ta sama muzyka, która wcześniej denerwowała mnie o niemożliwości. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz